It's been twelve years since the four-man banger cell gave their colors to end B.L.I.'s white cries. They called themselves Killjoys. Today the guns don't sound the same, the colors that we now buy, and the clothes are all the wrong size.
Yet we call ourselves Killjoys.
Miasto było ciche, jedynym źródłem światła były przyciemnione latarnie. Wszystkie okna były zasłonięte, chociaż gdzieniegdzie można było dostrzec niebieskawą poświatę włączonych telewizorów. No tak, już dawno po godzinie policyjnej, powinienem teraz siedzieć grzecznie w domu i oglądać wieczorne wiadomości, jak na dobrego obywatela przystało... I nie martwić znów mamy. Kolejny raz dałem się w to wrobić i oto jestem, zmuszony do przemykania się bocznymi uliczkami z kapturem zaciągniętym na głowę. Chowam się w cieniu kiedy tylko mogę, chociaż co mi to da? Mówią, że Draculoidy i tak widzą w ciemności. Ale to tylko plotki, kto wie jak jest naprawdę?
Gitara na moich plecach wcale nie ułatwia mi powrotu do domu. Nie jest szczególnie ciężka, ale gdyby tak przyszło mi uciekać... Byłoby słabo. Skręciłem w jakiś wąski zaułek, skracając drogę do domu i podniosłem głowę, rozglądając się. To miasto... Wszędzie wygląda tak samo. Biel, czerń, szarości i tylko te niebieskawe odblaski na szybach. Nawet ludzie nie są kolorowi. Mówię o dniu, bo o tej porze na ulicy nie ma nikogo. Nikt nie jest na tyle głupi. Dzień dobry, przed państwem rasowy idiota. Jeszcze z gitarą. Nie powinienem jej nawet tak naprawdę posiadać. Odkąd władzę objęło B.L.I., wszelkie instrumenty muzyczne znalazły się na tej kilometrowej liście przedmiotów zakazanych. Ja mam ich gdzieś. Niech sobie wymyślają swoje zakazy, nie wyrzucę jej. Nie mogę.
- Hej, śliczny! - serce podeszło mi do gardła, kiedy usłyszałem za sobą damski głos i stukot obcasów. Spojrzałem przez ramię i ujrzałem pomarańczowowłosą panią... Nie, przepraszam. To tylko porno droid. Elektroniczne prostytutki. Na baterie. Całkowicie odczłowieczone, bez cienia emocji. Na samą myśl o tym wnętrzności wywracają mi się na drugą stronę.
- Zostaw mnie. - warknąłem i przyspieszyłem kroku, spuszczając głowę w dół.
Mój błąd. Skręciłem szybko w lewo i... Zatrzymało mnie coś. Coś w miarę miękkiego, jakby materiał. Odsunąłem się kilka kroków, burcząc niewyraźne przeprosiny, kiedy zobaczyłem, co, a raczej kto mnie zatrzymał. Biel munduru była wręcz oślepiająca w kontraście z brudną, zaśmieconą uliczką. Światło latarni odbijało się od pomarszczonej, wykrzywionej maski, przyprawiając mnie o dreszcze. Za dnia były straszne, a teraz... Cóż, teraz miałem przynajmniej pewność, że przez następny tydzień mogę pożegnać się ze snem. O ile w ogóle dożyję.
Właśnie, co oni teraz ze mną zrobią? Ich jest trzech, ja sam, w dodatku mam tą cholerną gitarę. Zabiją mnie? Zrobią ze mnie Draculoida? Czy może zaprowadzą na komisariat? Cofnąłem się jeszcze, kolana się pode mną ugięły, serce biło jak oszalałe. Moją jedyną myślą było "uciekać". Cholera, ale dokąd? Do domu to tylko naprzód, ale tam stoją oni... W drugą stronę? Gdzie? Usłyszałem tąpnięcie i głuchy brzęk strun, kiedy futerał spotkał się ze ścianą. Nie, nie, nie... Nienienie. Nie może tak być, przecież jeszcze chwila, dosłownie minuta i byłbym w domu, bezpieczny.
Wszystko przez tego androida. Po prostu świetnie, idealnie. Świat zakręcił mi się przed oczami, a cała zawartość żołądka podeszła do gardła, kiedy tylko zaczęli się zbliżać. Dlaczego ja zawsze muszę być w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie? Dlaczego akurat ja? Jedyne co usłyszałem to trzask krótkofalówki, zanim zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Zabawne, pewnie mógłbym idealnie zlać się w tym momencie z brudnobiałą ścianą, która zatrzymała mnie przed ucieczką. Czyjś głos, zdeformowany przez maskę, jakieś dane, potem rozmowa...
A potem ból. Przeszywający ból, chyba od kopnięcia, a co za tym szło, szybko pozbyłem się zawartości mojego żołądka. Nie, żebym specjalnie chciał. Runąłem dosyć szybko na ziemię, wepchnięty we własne wymiociny, ale wtedy było już mi wszystko jedno. Niech mnie nawet zabiją, byleby szybko... Nie. Oni lubili się bawić. Czułem wilgotny beton pod sobą, ten metaliczny posmak krwi w ustach, a każdy cios przybierał na sile. Poddałem się, targany uderzeniami jak szmaciana lalka. Nie przeżyję. Tak myślałem. Póki...
Właśnie. W pewnym momencie to wszystko ustało. Po prostu się skończyło. Spazmy bólu wciąż targały moim wątłym ciałem, kiedy coś, a może ktoś, siłą podźwignął mnie do góry, próbując postawić na nogi.
Nie wiem, kto to był. I kim był. Nie pamiętam, nie wiem jak to się stało. Widziałem tylko jedno - kolory. Nie jakąś tam szarość, złamane, mdłe barwy. Prawdziwe, cieszące oko i serce kolory, jakich dawno nie widziałem. Co było dalej? Nie mam pojęcia. Straciłem przytomność.
Jeez, urwane w moim stylu, teaser! Jest świetne, na pewno będę czytał.
OdpowiedzUsuńaw aw aw <3
UsuńDobry :3
OdpowiedzUsuńJak zwykle nie mam pomysłu na komentarz, chciałam tylko pokazać, że tu jestem i czytam :') Rodział świetny, tak samo jak twój styl pisania. A, no i wyobraźnia też:D A teraz przenoszę się na nexta, a więc- życzę weny i pozdrawiam, xo